NIE PRZEGAP! :)

8/27/2015

Friends Training - Drienica



Jakiś czas temu miałam przyjemność być częścią pierwszego obozu Friends Training prowadzonego przez Anię Lewandowską i Adę Palkę. Myślę, że zwykły post nie jest w stanie oddać tego, ile potu wylałyśmy na sali w Drienicy :).  Podsumowując - 6 dni, 22 treningi. Nasz plan dnia był równie ekscytujący co rozwiązywanie piętnastego układu równań - rozruch, prysznic, śniadanie, chwila przerwy, trening, prysznic, obiad, basen, ewentualnie wykład, kolacja, trening. Bynajmniej nie chcę tutaj narzekać, tydzień takiego stałego planu niesamowicie reguluje organizm. Po powrocie mogłam się spokojnie położyć o 22 i zasnąć od razu. Wstawałam też wyspana nawet, jeśli spałam krócej niż zwykle potrzebuję. 

Czy było ciężko? Było. Jestem leniem i mimo tego, że po treningu czuję zadowolenie to nie będę nikogo mamić - nie występują u mnie jakieś szalone endorfinki, dzięki  którym z uśmiechem zacznę kolejny bieg. Wyjątkiem jest zumba - na zumbę cieszę się zawsze ;). We wtorek byłam pewna, że nie wstanę na kolejny trening. Za to w czwartek dostałam takiego powera, że moja współlokatorka musiała mnie uspokajać ;). 

Co trenowałyśmy? W większości oczywiście wdrażałyśmy plan treningu Friends Training (cardio, hantle, taśmy, ćwiczenia z piłką lekarską), oprócz tego codziennie rano rozruch (bieganie + rozciąganie), a także zumba. 

Nasze treningi były bardzo różnorodne, jedyne, do czego mogłabym się przyczepić to dobór muzyki - wprawdzie świetnie się "pompuje" pośladki ;-) do "My słowianie", ale nie siedem dni z rzędu. Dodatkowo, ogromnym minusem pierwszego wyjazdu (wszystkie następne odbywają się już w Dojo Stara Wieś wraz z przygotowanym przez Annę Lewandowską menu) było jedzenie - biegałyśmy jak szalone aby poprawić naszą kondycję i spalić kalorie, po czym dostawałyśmy na obiad pizzę, frytki lub śląskie "pampuchy" posypane czekoladą. Jak dla mnie zupełne kuriozum... Nie chciałam codziennie dostawać nasion chia, aczkolwiek przychodzi mi do głowy kilka lżejszych alternatyw tego, co zastawałyśmy na naszych talerzach...



Myślę jednak, że każda z nas wyniosła z obozu coś dla siebie. Ja uzmysłowiłam sobie jak zróżnicowany trening mogę zrobić mając do dyspozycji jedynie dobre sportowe buty, wygodne ubranie, matę i taśmę. W szczególności polecam Wam sprawdzenie wspomnianych taśm do ćwiczeń - takie urządzenie zajmuje nam w torebce mniej miejsca niż portfel a pozwala na wykonanie zestawu ćwiczeń na różne partie ciała bez przymusu odwiedzania siłowni (trening na plaży? ;). 

8/13/2015

Co zmienia pojawienie się psa? + Dossier Leonbergerów ;)


Chyba wszyscy będąc w szkole podstawowej marzymy o psie, prawda? Ewentualnie o kocie. Ja od małego chciałam mieć psa, później przeszło na konia ;). Nie pamiętam już kiedy pierwszy raz wypłynął temat leonbergerów - jest to rasa nazywana często "Gentle Giants" ze względu na swój ogromny rozmiar (polecam zobaczyć to i to video:), ale równocześnie arcyspokojne uosobienie. Psy tej rasy osiągają zwykle 80 centymetrów wzrostu, suki nieco mniej. 

Jak powstała ta rasa?


Nazwa psa pochodzi od miasta Leonberg (Lwia Góra). Heinrich Essig, chcąc rozsławić Lwią Górę na świecie, planował wyhodować psa podobnego wyglądem do lwa, którego wizerunek widnieje w herbie na ratuszu Leonbergu. W latach 30. XIX wieku Essig skrzyżował czarno-białą nowofundlandkę z długowłosym bernardynem. Wiele lat prowadzić miał hodowlę w oparciu o te dwie rasy, następnie dodał krwi pirenejskiego psa górskiego i być może kuvasza. W rezultacie otrzymał protoplastów dzisiejszych leosiów.

 Trochę prywaty... ;)


Po wielu latach wreszcie mieliśmy całą rodziną odpowiednie warunki do tego, aby adoptować pieska. Tym sposobem pojawił się w naszym domu Leon :). Odebraliśmy go, gdy miał 12 tygodni. Chłopak na początku naprawdę dostał w kość, bo mieliśmy do przejechania pół Polski (hodowli leosiów jest w Polsce stosunkowo mało i nie w każdej można było akurat znaleźć szczeniaki). Podróż zniósł jednak bardzo dzielnie i od prawie tygodnia aklimatyzuje się, a my przyzwyczajamy się do myśli, że nasza rodzina powiększyła się :). 





Co zmienia pojawienie się psa? 


Może zacznę od tego, dlaczego większość z nas tak kocha psy - patrzące na nasz mądre oczy, dozgonna miłość, a przede wszystkim miłość bezwarunkowa, której trudno szukać u innych ludzi. Swoje robią też powroty do domu, gdy wiemy, że w drzwiach powita nas merdanie :) - to z pewnością działa jak anty-depresyjna terapia :). 

Co jednak Leon zmienił w naszym domu (oprócz odświeżonych dywanów, bo dwa od razu "fizjologicznie przyatakował" ;))? Z pewnością nasze pory budzenia ;). O 7.30 rano jestem na nogach aby wyjść z małym na ogród - dzięki temu dzień jest dłuższy, a samej do wczesnego wstawania na wakacjach jakoś ciężko mi się było przekonać. W przyszłości dzięki spacerom z pewnością zwiększę poziom swojej aktywności a mój WalkLogger będzie mi przyznawał kolejne medale;). 

Misio chodzi za mną krok w krok, a gdy pracuję na laptopie leży u moich nóg od czasu do czasu prosząc o chwilę zabawy dzięki czemu odrywam się od monitora i jestem bardziej "świadoma" tu i teraz, z czym - zapatrzona w komputer - mam często problem :). 

Oprócz tego Leon powoduje, że wszyscy jesteśmy wciąż w dobrym humorze - no bo jak tu się nie uśmiechnąć patrząc jak mały nieudolnie goni wyimaginowane potwory wywracając się z emocji? Albo kiedy ma ochotę podbiec a nóżki rozjeżdżają mu się na śliskiej podłodze i po chwili leży na ziemi nadal merdając ogonkiem? :) 

A tak już na poważniej - pies uczy odpowiedzialności. Nie możemy zapomnieć o tym, że mamy pod opieką żywą istotę, która wymaga codziennej pielęgnacji i troski. Nie powiedziałabym, że wzięcie do domu zwierzaka zmienia życie do góry nogami - o ile pominiemy okres szczeniackiej rozpusty ;) i nie mamy w planie wyjeżdżać co drugi dzień. A przy tym wzięcie do domu kupki futra często działa jak dodatkowy motywator. Nie wspominając o tym, że jak to mówią "kiedy wydaje Ci się, że nie masz czasu, dołóż sobie jeszcze jedno zajęcie". ;)



Na pewno adopcja psa sprawia wiele radości, ale także nakłada na nas dużo obowiązków. Pies to zobowiązanie na kolejne kilka czy kilkanaście lat. To nie tylko zabawa, ale także sprzątanie po nim, żywienie go, a przede wszystkim (!!!) WYCHOWANIE. Niestety, to ostatnie jest bardzo często pomijane... ludzie kupują psy, po czym zaślepieni miłością do nich pozwalają im na zbyt wiele. Znam psa, który wiecznie szczeka (tak, szczekania na byle co można - a nawet TRZEBA - oduczyć!), czy też takiego, który pod stołem gryzie gości po nogach... Może się wydawać, że wychowanie psa to nic wielkiego, bo wszyscy mają psy i jakoś sobie radzą. Też mi się tak wydawało.

Dzisiaj jestem już umówiona na szkolenie z treserką, która prowadzi psie przedszkole. Mimo przeczytanych książek nadal mam mnóstwo pytań o swojego psa. Jednak nie każdy ma czas, aby pracować ze swoim podopiecznym pod opieką wykwalifikowanej osoby. Najważniejsze jest jednak, aby zdawać sobie sprawę z własnej niewiedzy i samemu dużo czytać i szukać informacji. Posiadanie psów jest powszechne. Tak samo jak to, że większość zwierzaków nie zna podstawowych zasad psiego savoir vivre'u.

Edukujmy swoje psy! :)


***
A gdyby ktoś miał ochotę zapraszam do obserwowania Leona na instagramie: @leontheleonberger

8/06/2015

Trucizna naszych czasów?


Myślicie, że będę pisać o hamburgerach? Nieprawda. O białym cukrze? No way. Nie wiem, czy składnik, który mam na myśli, ktokolwiek z Was kojarzy. A mowa o syropie glukozowo - fruktozowym. Pierwszy raz spotkałam się z tą nazwą na blogu Beaty Pawlikowskiej. To wszystko co napisała w tej notce sprawiło, że zaczęłam czytać więcej, bo informacje pochodzące z jej strony były niepokojące. 

Ale zacznimy od początku. Czym jest syrop glukozowo-fruktozowy? Jest to popularny zastępnik zwykłego cukru. Otrzymuje się go z kukurydzy przetworzonej następnie na skrobię kukurydzianą. Tę znów przetwarza się (używając kwasów i enzymów) do formy syropu. Syrop taki składa się w 55%  zglukozy, 42% z fruktozy (pozostałe 3% to inne cukry). 

Syrop ten można spotkać praktycznie wszędzie, na przykład w:

  • Sokach, nektarach i napojach owocowych;
  • Napojach gazowanych i niegazowanych (cola, herbata mrożona, oranżada, napoje energetyzujące);
  • Jogurtach, kefirach, maślankach, mlekach smakowych;
  • Galaretek, dżemów, marmolad, deserów w proszkach;
  • Lodach;
  • Wyrobach cukierniczych (w tym pieczywo cukiernicze);
  • Przetworach zbożowych (musli, płatki);
  • Zupach, sosach w proszku;
  • Napojach alkoholowych;
  • Ketchupach, musztardach, gotowych sosach...
Nieźle, prawda? Ale właściwie dlaczego zamiast zwykłego, poczciwego cukru producenci wolą faszerować nas syropem glukozowo-fruktozowym (HFCS)? Jak przeczytamy na portalu cojesc.net: 

"Jego zawrotna kariera w przemyśle spożywczym uwarunkowana jest przez dwa czynniki: wygodę i cenę. Otóż HFCS – w porównaniu do sacharozy – charakteryzuje się korzystniejszymi właściwościami fizycznymi zapewniającymi lepszą wilgotność, mniejszą tendencję do krystalizacji i pożądany wygląd produktów. Ponadto o wiele łatwiej jest rozcieńczyć koncentrat syropu glukozowo – fruktozowego do pożądanego stężenia niż ma to miejsce w przypadku sacharozy, którą wcześniej należy dodatkowo rozpuścić. Nie bez znaczenia jest także wygoda związana z przechowywaniem i transportem HFCS. Kolejnym bardzo dużym plusem dla HFCS są niższe koszty związane z jego produkcją w porównaniu do kosztów wytwarzania cukru."

To było do przewidzenia. Niższy koszt produkcji = większe zyski. Temu prostemu równaniu nikt się nie oprze. Ale dlaczego twierdzimy że to on, a nie zwykła sacharoza jest przyczyną otyłości? Czy kaloryczność cukru jest niższa niż HFCS? Otóż nie. Obie substancje zawierają około 4 kilokalorie na gram. Nie ma także znacznych różnic w ich stopniu słodkości. W czym więc problem? 

Według naukowców zasadnicza różnica wiąże się z faktem, iż metabolizm sacharozy znacznie różni się od metabolizmu HFCS. Jeśli ktoś nie ma zbyt wiele wspólnego z biologią, już spieszę z tłumaczeniem: Różnica chemiczna tych dwóch słodkich "przestępców" wynika z odmiennego procentowego składu glukozy i fruktozy oraz postaci, w której występują. W sacharozie stosunek fruktozy do glukozy wynosi 1:1, natomiast syrop glukozowo – fruktozowy zawiera 55% fruktozy i 42% glukozy. Cukry proste – glukoza i fruktoza – w HFCS występują w postaci wolnej,  zaś te same cukry obecne w sacharozie są ze sobą związane. Problem polega na tym, że fruktoza jest metabolizowana w inny sposób niż glukoza co może być przyczyną negatywnych skutków spożywania syropu. 

Ze względu na to, że wiedza biologiczna nie każdemu jest znana pominę wywody na temat procesów metabolicznych a skupię się na faktach, który każdy może zrozumieć i przyswoić bez problemu. Wśród negatywnych skutków syropu wymienia się między innymi: nadwagę i otyłość, obniżenie działania systemu immunologicznego, występowanie zespołu jelita drażliwego jak i wiele innych. Wydaje się, iż potwierdzają to badania przeprowadzane przez ekspertów z Medical College of Georgia oraz w Health Sciences University, które przeprowadzono na młodzieży pomiędzy 14. a 18. rokiem życia. Po analizie wyników, wśród uczniów zaobserwowano  znaczy wzrost tkanki tłuszczowej, ciśnienia krwi i obniżony poziom dobrego cholesterolu. Również Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA)  zwróciła uwagę na fakt, że za plagę otyłości i rozwój cukrzycy odpowiada ta - wydawałoby się - niewinna substancja słodząca.



Z drugiej strony w trakcie poszukiwań weszłam także na stronę Krajowej Unii Producentów Soku, gdzie wszystkie szkodliwe właściwości HFCS są zanegowane. Pytanie tylko, czy można wierzyć producentom soków, skoro to właśnie oni wykorzystują ten składnik do słodzenia swoich produktów? Pamiętam jak wszyscy zachwycali się sokami z etykietą 0% cukru. Ha, świetnie. Tylko że taki napis mógł na swoim produkcie mieć każdy producent, który w finalnych etapach tworzenia napoju nie dodał cukru. A że dodał wcześniej do koncentratu? O naiwności...! 

Do dzisiaj trwa spór o szkodliwość syropu glukozowo - fruktozowego, podobnie jak do dziś nikt jednoznacznie nie powiedział nam, czy aspartam jest szkodliwy. Mówi się, że syrop daje naszemu organizmowi sygnał, żeby wszystko co zjemy magazynował jako tłuszcz. Oprócz tego niektórzy naukowcy dowodzą, że jest on uzależniający (z drugiej strony, cukier także...). Ale dlaczego ktoś, kto zarabia na tym pieniądze miał się przyznać, że to on odpowiada za nasze choroby? Zdecydujcie sami. Ja, dla własnego zdrowia, wolę odstawić produkty zawierające HFCS, a gdy dopadnie mnie chęć na słodkości zjeść coś, co zawiera taki rodzaj cukru, który mój organizm zna i z którym sobie biedak poradzi :).

8/05/2015

Jak poniżamy kobiety w XXI wieku




Dziś do porannej kawy wzięłam do ręki sierpniowe Wysokie Obcasy. Wśród artykułów był jeden, opowiadający o dyskryminacji kobiet 35+ (a według niektórych nawet ... 28+!) w przemyśle filmowym. Myślę sobie - ej, chyba nie jest aż tak źle. Coraz więcej powstaje na przykład komedii romantycznych opowiadających o perypetiach par, które już dawno zakończyły swoje studia:) . I pewnie zapomniałabym o temacie gdyby nie tytuł "artykułu" na pewnym serwisie internetowym. Zresztą, nie tylko na nim. Obojętnie czy wejdziemy na portal plotkarski czy portal (sic!) informacyjny - na pewno na tym drugim znajdziemy dział gwiazdy albo uroda. I się zaczyna. "X przytyła", "Nogi Demi Moore - kiedyś zachwycały, dziś nie wyglądają tak dobrze...". Serio?! Pominąwszy fakt, że Demi Moore nie jest już nastolatką (a zresztą i tak pięknie wygląda!) to ciągłe koncentrowanie się na tym, czy kobiecy tył jest odpowiednio jędrny i sprowadzanie kobiety do ładnie umalowanej buźki za którą nie skrywa się ani odrobina mózgu jest cholernie denerwująca. 

Nie będę tutaj mówić, że płcie są równe, bo nie są. Mogą być na równorzędnej pozycji, ale nie jesteśmy równi. Od zawsze mężczyźni byli silniejsi, kobiety dzięki kursowaniu między dziećmi a domem miały multi-tasking w jednym palcu. I te różnice są świetne, dlatego potrzebujemy siebie nazwajem. Ale na Boga! Dlaczego "dojrzały" mężczyzna znaczy odpowiedzialny, natomiast "dojrzała" kobieta to jakiś eufemizm starej raszpli? I dlaczego Jack Nicholson ma prawo być wychwalany pod niebiosa ze względu na talent i nikt nie widzi jego (no, nie oszukujmy się) mało reprezentacyjnej sylwetki, a w tym samym czasie biedna Demi zbiera baty? 

Jeśli ktoś buduje swoje hollywodzkie imperium jedynie na zgrabnych pośladkach, to zginie z pierwszym dodatkowym kilogramem spowodowanym przez spowolniony metabolizm.  I dobrze, skoro to ma być jedyny "talent" to nie będę rozpaczać. Ale dlaczego jesteśmy ciągle atakowane nagłówkami w stylu "Ma cellulit a odważyła się wyjść w szortach!". Ok, od dzisiaj wszystkie kobiety z cellulitem (a ma go bodajże ponad 90% kobiet) noszą długie spodnie także w trakcie upałów. Maria Sharapova ma cellulit. Skoro kobieta, która jest w ciągłym ruchu, i nad którą z pewnością czuwają specjaliści od odżywiania ma cellulit, to my, zwykłe kobiety musimy się chyba poddać :).



Oczywiście, absolutnie nie namawiam do tego, aby się zaniedbywać. Nie chcę nikomu dyktować co jest dobre a co złe. Ale nie będę się godzić na bezpodstawne poniżanie nas, kobiet, sprowadzanie nas do roli kucharki, która nie ma ambicji i nie prawa znać się na finansach czy arkuszach kaskadowych. Mamy dbać o dom, sprzątać, szorować, wychowywać dzieci, zapewniać pełną lodówkę, gotować obiady, chodzić do pracy, a do tego wszystkiego zawsze nieziemsko się prezentować żebyśmy mogły warować na imprezach przy nodze mężczyzny jak trofeum? A kij Wam w oko. Nigdy!

7/24/2015

Jak wybrać szablon dla swojego bloga? - Blogspot


Bardzo ważnym - o ile nie najważniejszym - elementem bloga jest jego wygląd. To od pierwszego wrażenia odbiorcy zależy, czy zostanie na blogu dłużej niż trzydzieści sekund. Dopiero potem potencjalny czytelnik wertuje treść strony.
Czego więc unikać kiedy szukamy szablonu na swojego bloga?


 - ostrych kolorów i pstrokatych teł 
 
 - dużej ilości dodatków, migających odnośników i tym podobnych
 
 - "rozkrowienia bloga" - to nie zasługa samego szablonu ale naszej   późniejszej edycji, np. wrzucania zbyt dużych zdjęć bez dopisania do szablonu html odpowiedniego wersu który nam szerokość tych zdjęć automatycznie odpowiednio ustawi
 
 - braku spójności w kolorystyce i stylu
 
 - mało intuicyjnego interfejsu - co z tego, że szablon jest majstersztykiem od strony html kiedy nie wiem gdzie znajdę kolejne posty albo informacje o autorze? 







Jeśli chodzi o początkujących blogerów, lub też tych, których smykałka do pisania niestety nie pokrywa się z dobrym gustem co do wnętrza ich internetowego domu ;) polecałabym szablony klasyczne, z małą ilością kolorów, które naprawdę ciężko jest zepsuć. 

O ile nie będziecie zbytnio ingerować w kod oraz układ strony to większość szablonów pobranych z sieci pozwoli Wam zająć się odpowiednim contentem bez martwienia się o layout. 


Jeśli chodzi o mnie, jestem wielbicielką sliderów na blogu. Mam niezłe kuku na punkcie przesuwających się elegancko okienek, dzięki którym czytelnik może sobie wybiórczo oglądnąć zapowiedzi postów. Oprócz tego nie wyobrażam sobie bloga, który ma miejsce na posty o takiej samej szerokości jak side bar - wstawianie zdjęć na takiego bloga mijało by się z celem. 


Jak znaleźć darmowe szablony na bloggera? Wystarczy w wyszukiwarkę wpisać "free blogger templates".Uwaga! Jeśli chcecie, aby Wasz blog wyglądał równie dobrze na komputerze jak i na tablecie czy telefonie pamiętajcie aby szukać layoutów z adnotacją "responsive template"!  

Poniżej znajdziecie kilka moich ulubionych szablonów na tę platformę, może akurat się komuś spodoba :) 








7/18/2015

Najdziwniejsze przedmioty na UW

 
Pewnie zastanawiacie się, dlaczego jako główny obraz wstawiłam zdjęcie konia w galopie (tak na marginesie - nie byle jakiego konia, bo pięknego ogiera rasy halfinger, którego miałam okazję sfotografować pracując w stajni w Myczkowcach:)? Odpowiedź jest prosta - między innymi ten pan jest bohaterem jednego z przedmiotów, na który możemy się zapisać na UW w ramach przedmiotu ogólnouniwersyteckiego
 
Czym jest tzw. OGUN? Jest to przedmiot uzupełniający, który dobieramy jako studenci aby cudem uzbierać ECTSy i mieć szansę ukończyć wybrany kierunek. W czasie pierwszej rejestracji czekała na mnie nie lada niespodzianka, teraz niektóre nazwy przedmiotów przestały mnie zaskakiwać. Najlepsze jest to, że można sobie wybrać zajęcia zupełnie niezwiązane z kierunkiem studiów. I tak humanista może rozpocząć kurs astronomii i fizyki kwantowej a student biologii ma szansę rozwinąć swoje zainteresowanie poezją okresu romantyzmu. 
 
Jest to pewne ciekawe urozmaicenie, jednak dziś chciałam przedstawić Wam moją listę top 5 jeśli chodzi o najbardziej zwariowane zajęcia na tak poważanej uczelni ;) jaką jest Uniwersytet Warszawski.  
 
 

1. "Czego możemy nauczyć się od koni". 


 Hit wśród studentów. Nawet ja, jako zapalona amazonka miałam pewne obawy przed tym kursem. Zapisała się na niego natomiast moja koleżanka ze studiów. Podobno moje rady bardzo się przydały w trakcie pisania obszernej pracy zaliczeniowej na temat konioszefów i koniopodwładnych. 



2. "Grobowce, groby i uczeni". 

 


Podoba mi się zestawienie słów. To tak samo dobre sformuowanie jak "Nauka, polityka, kultura. Intelektualiści w gronie urzędników", czyli kolejny hicior z semestru letniego. Taka zawoalowana satyra.


3. "Jak odnieść sukces reprodukcyjny. (...)" oraz stawiana na równi "Etyka prokreacyjna".

 

Nie wiem co to jest. Nie wiem skąd ten tytuł. Wydział Psychologii rządzi się swoimi prawami. 
 

4. "Fashion, beauty and fame - the psychology of being fabulous".



Wreszcie coś dla mnie. To, co tygryski lubią najbardziej. Żywię nadzieję, iż przynajmniej jeden wykład jest poświęcony blogerkom i sposobom na zdobywanie giftów.  


5. "Brazylia w telenowelach"



Jako studentka latynoamerykanistyki nie mogłam przejść obojętnie. Nie mogę jednak nie zgłosić małego niedopatrzenia - w końcu najbardziej znaną telenowelą jest "Zbuntowany Anioł", który - jakby nie patrzeć - został wyprodukowany w Argentynie. Ktoś orientuje się czy powstał może przedmiot uwzględniający "Zbuntowanego Anioła"? 



Ktoś z Was studiuje na tej uczelni? Zabalowaliście za żetony UW i wybraliście któryś z postrzelonych przedmiotów? Dajcie znać :).

Archiwum

 
Copyright © 2014 NEMSHAR - blog lifestylowy. Designed by OddThemes - Published By Gooyaabi Templates