TRAVELS // Portugal
LIFESTYLE // Trucizna naszych czasów
BEAUTY // Mikrodermabrazja
TRAVELS // Istanbul /
LIFESTYLE // Obóz Friends Training

Co zmienia pojawienie się psa? + Dossier Leonbergerów ;)

Chyba wszyscy będąc w szkole podstawowej marzymy o psie, prawda? Ewentualnie o kocie. Ja od małego chciałam mieć psa, później przeszło na...


Chyba wszyscy będąc w szkole podstawowej marzymy o psie, prawda? Ewentualnie o kocie. Ja od małego chciałam mieć psa, później przeszło na konia ;). Nie pamiętam już kiedy pierwszy raz wypłynął temat leonbergerów - jest to rasa nazywana często "Gentle Giants" ze względu na swój ogromny rozmiar (polecam zobaczyć to i to video:), ale równocześnie arcyspokojne uosobienie. Psy tej rasy osiągają zwykle 80 centymetrów wzrostu, suki nieco mniej. 

Jak powstała ta rasa?


Nazwa psa pochodzi od miasta Leonberg (Lwia Góra). Heinrich Essig, chcąc rozsławić Lwią Górę na świecie, planował wyhodować psa podobnego wyglądem do lwa, którego wizerunek widnieje w herbie na ratuszu Leonbergu. W latach 30. XIX wieku Essig skrzyżował czarno-białą nowofundlandkę z długowłosym bernardynem. Wiele lat prowadzić miał hodowlę w oparciu o te dwie rasy, następnie dodał krwi pirenejskiego psa górskiego i być może kuvasza. W rezultacie otrzymał protoplastów dzisiejszych leosiów.

 Trochę prywaty... ;)


Po wielu latach wreszcie mieliśmy całą rodziną odpowiednie warunki do tego, aby adoptować pieska. Tym sposobem pojawił się w naszym domu Leon :). Odebraliśmy go, gdy miał 12 tygodni. Chłopak na początku naprawdę dostał w kość, bo mieliśmy do przejechania pół Polski (hodowli leosiów jest w Polsce stosunkowo mało i nie w każdej można było akurat znaleźć szczeniaki). Podróż zniósł jednak bardzo dzielnie i od prawie tygodnia aklimatyzuje się, a my przyzwyczajamy się do myśli, że nasza rodzina powiększyła się :). 





Co zmienia pojawienie się psa? 


Może zacznę od tego, dlaczego większość z nas tak kocha psy - patrzące na nasz mądre oczy, dozgonna miłość, a przede wszystkim miłość bezwarunkowa, której trudno szukać u innych ludzi. Swoje robią też powroty do domu, gdy wiemy, że w drzwiach powita nas merdanie :) - to z pewnością działa jak anty-depresyjna terapia :). 

Co jednak Leon zmienił w naszym domu (oprócz odświeżonych dywanów, bo dwa od razu "fizjologicznie przyatakował" ;))? Z pewnością nasze pory budzenia ;). O 7.30 rano jestem na nogach aby wyjść z małym na ogród - dzięki temu dzień jest dłuższy, a samej do wczesnego wstawania na wakacjach jakoś ciężko mi się było przekonać. W przyszłości dzięki spacerom z pewnością zwiększę poziom swojej aktywności a mój WalkLogger będzie mi przyznawał kolejne medale;). 

Misio chodzi za mną krok w krok, a gdy pracuję na laptopie leży u moich nóg od czasu do czasu prosząc o chwilę zabawy dzięki czemu odrywam się od monitora i jestem bardziej "świadoma" tu i teraz, z czym - zapatrzona w komputer - mam często problem :). 

Oprócz tego Leon powoduje, że wszyscy jesteśmy wciąż w dobrym humorze - no bo jak tu się nie uśmiechnąć patrząc jak mały nieudolnie goni wyimaginowane potwory wywracając się z emocji? Albo kiedy ma ochotę podbiec a nóżki rozjeżdżają mu się na śliskiej podłodze i po chwili leży na ziemi nadal merdając ogonkiem? :) 

A tak już na poważniej - pies uczy odpowiedzialności. Nie możemy zapomnieć o tym, że mamy pod opieką żywą istotę, która wymaga codziennej pielęgnacji i troski. Nie powiedziałabym, że wzięcie do domu zwierzaka zmienia życie do góry nogami - o ile pominiemy okres szczeniackiej rozpusty ;) i nie mamy w planie wyjeżdżać co drugi dzień. A przy tym wzięcie do domu kupki futra często działa jak dodatkowy motywator. Nie wspominając o tym, że jak to mówią "kiedy wydaje Ci się, że nie masz czasu, dołóż sobie jeszcze jedno zajęcie". ;)



Na pewno adopcja psa sprawia wiele radości, ale także nakłada na nas dużo obowiązków. Pies to zobowiązanie na kolejne kilka czy kilkanaście lat. To nie tylko zabawa, ale także sprzątanie po nim, żywienie go, a przede wszystkim (!!!) WYCHOWANIE. Niestety, to ostatnie jest bardzo często pomijane... ludzie kupują psy, po czym zaślepieni miłością do nich pozwalają im na zbyt wiele. Znam psa, który wiecznie szczeka (tak, szczekania na byle co można - a nawet TRZEBA - oduczyć!), czy też takiego, który pod stołem gryzie gości po nogach... Może się wydawać, że wychowanie psa to nic wielkiego, bo wszyscy mają psy i jakoś sobie radzą. Też mi się tak wydawało.

Dzisiaj jestem już umówiona na szkolenie z treserką, która prowadzi psie przedszkole. Mimo przeczytanych książek nadal mam mnóstwo pytań o swojego psa. Jednak nie każdy ma czas, aby pracować ze swoim podopiecznym pod opieką wykwalifikowanej osoby. Najważniejsze jest jednak, aby zdawać sobie sprawę z własnej niewiedzy i samemu dużo czytać i szukać informacji. Posiadanie psów jest powszechne. Tak samo jak to, że większość zwierzaków nie zna podstawowych zasad psiego savoir vivre'u.

Edukujmy swoje psy! :)


***
A gdyby ktoś miał ochotę zapraszam do obserwowania Leona na instagramie: @leontheleonberger

You Might Also Like

8 comments

  1. Ale Leon jest cudny!!! :) Na pewno masz z niego mnóstwo radości :) Oczywiście jest to też spory obowiązek i odpowiedzialność. Ale gdy psiaka się kocha to żaden kłopot :) Ja mam swojego kundelka od 15 lat :) Dwa razy był bardzo ciężko chory (paskudny kleszcz go dopadł), ale na szczęście odratowano go. Wyłam wtedy jak malutkie dziecko. Nie wyobrażam sobie, że mojego Odiego zabrakło...w końcu jest ze mną większą część mojego życia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój piesek wabi się Odi? :) Tak samo jak piesek mojej znajomej, cudowne psisko!
      Mogę sobie tylko wyobrazić jak podle się człowiek czuje kiedy pies ciężko choruje... Dobrze że już po wszystkim!

      Usuń
  2. Tak, tak - Odi - jak ten z Garfielda ;) hehe ;) Piesek ma się póki co całkiem dobrze, nie choruje. Niestety już ma jedno oko białe..tak więc widać coraz bardziej jego starość. Jeśli chodzi o kleszcze, to są naprawdę bardzo niebezpieczne...trzeba uważać i zabezpieczać pieski :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ słodziak , prześliczny jest :)))
    Wyobrażam sobie jak dużo radości wniósł do Waszego domu :)
    My niestety pożegnaliśmy wiosną naszego ukochanego Maffiego , który był z nami przez 7 lat..... pokonał go kleszcz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi przykro... Wszyscy mówią o tych cholernych kleszczach, muszę naprawdę sprawdzać swojego psa jeśli o nie chodzi!

      Usuń
  4. Moje serce skradły kociaki :) I to od wielu, wielu lat. Zwierzęta potrafią swoimi oczkami przesłonić cały świat! Zmieniają rytm dnia, każą na siebie zwracać uwagę, opiekować i troszczyć a odwdzięczają się niekończącą się miłością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, ja z początku faktycznie byłam kociarą :) Później poszło w konie, a dopiero teraz przelewam swoją miłość na Leona ;).

      Usuń
  5. Bardzo trafna notka ! Mój przyjaciel właśnie kupił szczeniaka - Labladora Czekoladowego i chyba do końca nie wiedział z czym się to wiąże… teraz często "podrzuca" mi go na kilka godzin ;D

    OdpowiedzUsuń